Przekopuję ogród.
Pielę, czyszczę, nawożę, sadzę, obsypuję, przenoszę, przewożę.
WYCINAM.
Wrażenie mam, że tak naprawdę to tylko wycinam.
Dom otoczony jest dębowym lasem. Te dęby, które w czasie lata dają nam upragniony cień i chłód tudzież niezwykłą prywatność, mają to do siebie, że co roku puszczają setki młodych, zielonych pędów. Wycinam zatem, żeby nie zarosnąć. Las z przodu domu jedynie, temu z tyłu dajemy na razie rosnąć prawie dziko. Ale z przodem walczymy. Płachty tkaniny ogrodowej, wywrotki wiórek , bliskie spotkania z sekatorem. I tak co roku. Walka z naturą, z nieokiełznanym żywiołem. Las co roku niemalże trzeba czyścić, usuwać zechłe drzewa, gałęzie, likwidować przerosty. Wygląda naturalnie a pochłania dziesiątki godzin pracy.
Idę już. Sekator w dłoń, komu w drogę temu czas :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 24 maja 2012
niedziela, 25 września 2011
Farmers Market
Sobotnie póżno letnie i jesienne poranki upływają nam pod znakiem bazarków. Uwielbiam....
Na bazarki okoliczna ludność, co to w ziemi lubi się grzebać, przytaszcza swoje tygodniowe plony. Jest w czym wybierać. Wszystko super swieże, zdrowe, bez chemii, wychodowane w przydomowych ogrodach i niewielkich gospodarstwach. Wczoraj nasze kosze pełne były bakłażanów, cukini, małych ogórków do szybkiego zakiszenia, jabłek, gruszek, słodkiej papryki, ostrych papryczek, pomidorów, buraków, winogron. Nad wszystkim królował pęczek jarmużu, zbierany poprzedniego wieczora przy swietle latarki, jak ze śmiechem wyjawiła mi właścicielka straganu.
Od wczoraj wieczorem gotuje, aby wszystkie te bogactwa ziemi przerobic jak najszybciej. Buraczki juz starte i podsmażone, sicilian caponata juz prawie zjedzona, papryki nadziewane siedzą w piekarniku, na kuchni zupa toskańska czeka już tylko na zielone kleksy jarmużu, jabłka smażą sie w wielkim, żeliwnym garnku wydzielajac czarodziejskie wonie cynamonu - bedzie szarlotka!
SICILIAN CAPONATA
To rodzaj mieszanki warzywnej, podawanej zarówno na ciepło jak i na zimno. Jej podstawą jest bakłażan.
Po raz pierwszy zrobiłam ją jako dodatek do pieczonego łososia. Wspaniała również podawana jako zakąska na małych kawałeczkach bułki. Zdecydowanie bardziej smakuje mi na ciepło.
6 łyżek oliwy z oliwek
około 1/2 kg. baklażana, obranego i pokrojonego w grubą kostkę
1duża biała cebula, również potraktowana w grubą kostkę
2 ząbki czosnku
3 łodygi selera naciowego pokrojone w grube plastry
2 małe pomidory, też w kostkę
1 łyżka cukru
1 łyżka octu winnego
1 łyżeczka soli (gruboziarnistej)
pieprz
15 małych oliwek pokrojonych na ćwiartki
1 łyżka kaparów
2 łyżki drobno pokrojonej świeżej bazylii
mozna dodać troszkę orzeszków piniowych (ja nie dodałam bo nie miałam)
Zanim przystąpimy do gotowania, pokrojonego w kostkę bakłazana mieszamy z jedna łyżka gruboziarnistej soli i wrzucamy na sitko, przykrywamy talerzykiem, obciążamy puszką (lub kubkiem z wodą) i czekamy około 30-60 minut. Ta operacja pozwoli nam pozbyć sie bakłażanowej goryczy.
Nastepnie podgrzewamy w żeliwnym garze 4 łyżki oliwy i podsmażamy na nim bakłażana aż do lekkigo zabrązowienia, około 5-10 minut. Wyjmujemy na talerzyk. Podgrzewamy pozostale 2 łyżki oliwy, dodajemy cebulę i smażymy mieszając aż szklista i złotawa, 6-8 minut. Dodajemy zmiażdżony czosnek, podsmażamy aż nozdrza nasze złapią jego boski zapach, około 30 sekund. Dodajemy seler i gotujemy, mieszając niezbyt często aż zmięknie, około 5-7 minut. Dodajemy pomidory, podsmażamy mieszając, około 2 minut. Dodajemy podsmażony bakłażan, mieszamy dokladnie , dodajemy cukier,znowu dokładnie mieszamy cały czas utrzymujac w garnku proces gotowania Po około 30 sekundach dodajemy ocet winny, sól i pieprz - wszystko do smaku. Mieszamy dokładnie i zestawiamy garnek z ognia. Dodajemy drobno pokrojoną bazylie, najlepiej świeżo zerwaną tuż przed podaniem.
Naprawde pycha, wczoraj zjedliśmy nieprzyzwoita wrecz ilość tego przysmaku ze swieżutką bułką. Jeżeli potraficie pokonać łakomstwo - caponata jest jeszcze lepsza dnia następnego, po przenocowaniu sie w lodówce. Smaczki się pożenią i jest prawdziwy przysłowiowy miód w gębie. Naprawdę nie przesadzam...
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Noc idzie
Lubię zmierzch. Dzisiaj znowu jest bardzo soczysty, nie za gorący, trochę wilgotny.
Otworzyłam żaluzje, zieleń i wilgoć wchodzą śmiało do pokoju.
Przed chwilą, skąpana w pomarańczowym słoncu, latałam z konewką.
Z prawdziwą radością donoszę, że sałaty nareszcie ruszyly i juz za momencik bedziemy się nimi raczyli.
Bez oprysków i konserwantów, bez pałeczek e-coli i innych posilaczy. Rzodkiewka też jakby raźniej w górę.
Czytam "Filary Ziemi". Od wyjazdu Młodszej nic sensownego nie ugotowałam.
Czas to zmienic.....
Aha, wygrałam konkurs! Szczegóły na blogu Dom w Toskani (link tuż obok).
Otworzyłam żaluzje, zieleń i wilgoć wchodzą śmiało do pokoju.
Przed chwilą, skąpana w pomarańczowym słoncu, latałam z konewką.
Z prawdziwą radością donoszę, że sałaty nareszcie ruszyly i juz za momencik bedziemy się nimi raczyli.
Bez oprysków i konserwantów, bez pałeczek e-coli i innych posilaczy. Rzodkiewka też jakby raźniej w górę.
Czytam "Filary Ziemi". Od wyjazdu Młodszej nic sensownego nie ugotowałam.
Czas to zmienic.....
Aha, wygrałam konkurs! Szczegóły na blogu Dom w Toskani (link tuż obok).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
