Zazwyczaj mam problem kiedy polscy pisarze udają zagranicznych, tzn. kiedy zarówno bohaterowie jak i miejsce akcji z Polską nie mają nic wspólnego. Taka chimeryczna jestem . Powodów brak.
U Saszy Hady nie razi mnie to wcale, wręcz przeciwnie, niejako przyciąga. Trup z Nottingham, jej druga książka z cyklu o detektywie Bendelin, napisana jest tak, jakby wyszła spod pióra flegmatycznego brytyjczyka. Akcja dzieje się w tytułowym mieście, w agencji wydawniczej. Jest trup, potem drugi, potem jeszcze jeden, są sceny przyprawiające o przyspieszone bicie serca, ale całość opowiadania snuje się nieśpiesznie, niejako mgliście, flegmatycznie właśnie. Napięcie może siegać zenitu, ale kiedy przychodzi five o'clock to i tak mamy wstrzymanie akcji , herbatkę, czas na relaks i złapanie oddechu. I nie odbierzcie mnie źle - to wcale nie czyni książki mniej interesującą, wręcz przeciwnie, nadaje jej pewnej autentyczności, sprowadza nas na ziemię, przypomina gdzie jesteśmy. Trupa czyta się lekko, przywołuje on w pamięci stare, dobre opowiadania Agaty Christie. Nie znam życiorysu Saszy Hady (aka Aleksandra Motyka), nie wiem czy część swojego życia spędziła na Wyspach, ale klimat miejsca i ludzi oddaje bardzo , bardzo dobrze.
Polecam do letniego czytania. Nic tak nie relaksuje jak dobry kryminał.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Festiwale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Festiwale. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 maja 2014
poniedziałek, 14 października 2013
Moje Siedlce (1)
Przez niesamowite zrządzenie losu i przyjaźń wirtualną przeżyłam tydzień temu nie lada przygodę. Byłam uczestnikiem tegorocznego Festiwalu Literatury Kobiecej Pióro i Pazur . Ale po kolei...
Wiele, wiele miesięcy temu Kasia zaproponowała mi uczestnictwo w Piórze i Pazurze. Na prośbę Marioli Zaczyńskiej Kasia starała się zebrać panel blogerek zamieszkałych poza Polską, abyśmy z odległości i dystansu oceniły polską literaturę kobiecą nadesłaną na festiwal, przyznały wyróżnienia i główną naszą nagrodę. Pomysł z pozoru fantastyczny, wymagał jednak przeczytania kopy książek o tematyce babskiej (czytaj popularnej), przebrnięcia przez gąszcz często niezwykle do siebie podobnej literatury, nie utonięcia w morzu książek miernych leczy wyłowienia z nich perełek. Zgodziłam się dosyć szybko, nie zdając sobie sprawy z tego, że za kilka miesięcy, przy rosnącej kupce konkursowych książek wciąż do przeczytania, będę miała do całego przedsięwzięcia mieszane uczucia ;) Ale powiedziało się A, trzeba powiedzieć B i dotrwać do Z. Zaczęłam czytać w marcu, jeszcze przed ogłoszeniem ostatecznej listy zaakceptowanych do festiwalu książek. K był akurat służbowo w Polsce, zakupił na moją prośbę kilkanaście pozycji i ...poszły konie po betonie. Zdobywałam książki przeróżnie: a to ktoś podesłał lub przywiózł mi pozycje papierowe , a to kupowałam lub wymieniałam się z dziewczynami ebukami. No właśnie , te dziewczyny ! Było nas w panelu pięć zapalonych czytelniczek: wspomniana Kasia, Agnieszka, Beata, jeszcze jedna Kasia no i ja .
Pięć silnych, wspaniałych i zawziętych ! A co najważniejsze czytających polskie książki pomimo wielu lat życia poza Polską.
Po miesiącach lektury, dyskusji i argumentowania wytypowałyśmy pięć tytułów do nagrody blogerek polonijnych:
"Wilczyce" Anety Borowiec
"Wytwórnia wód gazowanych" Doroty Combrzyńskiej-Nogala
"Starsza pani wnika" Anny Fryczkowskiej
"Podróż do miasta świateł, Róża z Wolskich" Małgorzaty Gutowskiej Adamczyk
"Ofiara Polikseny" Marty Guzowskiej
Nadszedł październik. Znalazłam się w Polsce, podniecona pierwszą w życiu wyprawą do Siedlec i na południowe Podlasie. Jechałyśmy z Kasią z Warszawy, przez Anin pełen Swidermajerów, przez zapchany Mińsk Mazowiecki, bo się zgapiłam i nie wjechalam na obwodnicę, przez słoneczną, jesienną, wschodnią Polskę. Gadałyśmy jak najęte, było to przecież nasze pierwsze spotkanie w "realu" :)
Siedlce powitały nas słoneczną , rzeźką pogodą. Festiwalowe zajęcia nie potrzebowały mnie aż do wieczora, udałam się zatem na zwiedzanie bliższej i dalszej okolicy. W tym czasie do miasta zjeżdżały pisarki i zaproszeni goście. W okolicznych bibliotekach odbywały się spotkania, więzienie szykowało się na jutrzejszą wizytę pisarek, w "Januszu" dogorywała winda, coby dnia następnego zejść śmiercią naturalną, a Mariola, jak się okazało super kobieta do wszystkiego , czuwała w pocie czoła nad tzw. całością .
Miasto powoli oplatała iluzyjna atmosfera literackiego festiwalu...
Wiele, wiele miesięcy temu Kasia zaproponowała mi uczestnictwo w Piórze i Pazurze. Na prośbę Marioli Zaczyńskiej Kasia starała się zebrać panel blogerek zamieszkałych poza Polską, abyśmy z odległości i dystansu oceniły polską literaturę kobiecą nadesłaną na festiwal, przyznały wyróżnienia i główną naszą nagrodę. Pomysł z pozoru fantastyczny, wymagał jednak przeczytania kopy książek o tematyce babskiej (czytaj popularnej), przebrnięcia przez gąszcz często niezwykle do siebie podobnej literatury, nie utonięcia w morzu książek miernych leczy wyłowienia z nich perełek. Zgodziłam się dosyć szybko, nie zdając sobie sprawy z tego, że za kilka miesięcy, przy rosnącej kupce konkursowych książek wciąż do przeczytania, będę miała do całego przedsięwzięcia mieszane uczucia ;) Ale powiedziało się A, trzeba powiedzieć B i dotrwać do Z. Zaczęłam czytać w marcu, jeszcze przed ogłoszeniem ostatecznej listy zaakceptowanych do festiwalu książek. K był akurat służbowo w Polsce, zakupił na moją prośbę kilkanaście pozycji i ...poszły konie po betonie. Zdobywałam książki przeróżnie: a to ktoś podesłał lub przywiózł mi pozycje papierowe , a to kupowałam lub wymieniałam się z dziewczynami ebukami. No właśnie , te dziewczyny ! Było nas w panelu pięć zapalonych czytelniczek: wspomniana Kasia, Agnieszka, Beata, jeszcze jedna Kasia no i ja .
Pięć silnych, wspaniałych i zawziętych ! A co najważniejsze czytających polskie książki pomimo wielu lat życia poza Polską.
Po miesiącach lektury, dyskusji i argumentowania wytypowałyśmy pięć tytułów do nagrody blogerek polonijnych:
"Wilczyce" Anety Borowiec
"Wytwórnia wód gazowanych" Doroty Combrzyńskiej-Nogala
"Starsza pani wnika" Anny Fryczkowskiej
"Podróż do miasta świateł, Róża z Wolskich" Małgorzaty Gutowskiej Adamczyk
"Ofiara Polikseny" Marty Guzowskiej
Nadszedł październik. Znalazłam się w Polsce, podniecona pierwszą w życiu wyprawą do Siedlec i na południowe Podlasie. Jechałyśmy z Kasią z Warszawy, przez Anin pełen Swidermajerów, przez zapchany Mińsk Mazowiecki, bo się zgapiłam i nie wjechalam na obwodnicę, przez słoneczną, jesienną, wschodnią Polskę. Gadałyśmy jak najęte, było to przecież nasze pierwsze spotkanie w "realu" :)
Siedlce powitały nas słoneczną , rzeźką pogodą. Festiwalowe zajęcia nie potrzebowały mnie aż do wieczora, udałam się zatem na zwiedzanie bliższej i dalszej okolicy. W tym czasie do miasta zjeżdżały pisarki i zaproszeni goście. W okolicznych bibliotekach odbywały się spotkania, więzienie szykowało się na jutrzejszą wizytę pisarek, w "Januszu" dogorywała winda, coby dnia następnego zejść śmiercią naturalną, a Mariola, jak się okazało super kobieta do wszystkiego , czuwała w pocie czoła nad tzw. całością .
Miasto powoli oplatała iluzyjna atmosfera literackiego festiwalu...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

