I jak się Wam udały faworki względnie pączki?
Moje już zjedzone do wieczornej herbaty, zostały tylko marne, przypalone, pokruszone resztki, które, tradycyjnie już, zostaną pożarte jutro rano. Powtórka z rozrywki będzie na półpoście.
Przypomniało mi się jak dawno temu, z rodzeństwem ciotecznym chodziłam po wsi jako baran. Wołaliśmy - przyszły dziatki na Ostatki, co nie mają ojca, matki, dajcie pączka na widelec, bo jutro Popielec!
Strasznie się wstydziłam bo przezywali mnie od "miastowych", wstydziłam się tego miasta. Ale pączków nazbieraliśmy całe kosze, aż dziw, że bólu żołądka nie pamiętam.
Czasami to bym chciała takiego postu z dziada pradziada, przed którym to garnki się tłukło aby nawet odrobina tłuszczu do potraw się nie dostała. Ale czasy inne, garnki bardziej trwałe, raz na rok nie godzi się wymieniać.
Także świętuję te Ostatki jak umię, pijąc ostatni w tym roku kieliszek ulubionego wina, jedząc ostatnie słodkości.
Jutro zrobią mi na czole krzyż z popiołu , wyciągnę z pólki Reymonta (jak ja go znajdę w tym bałaganie?) i jak co roku zacznę czytać "Wiosnę".
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostatki. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 21 lutego 2012
piątek, 17 lutego 2012
Kot w pustym mieszkaniu czyli faworki
Kot w pustym mieszkaniu
Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś się tu nie zaczyna
o swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.
Wisława Szymborska (1923-2012).
**************************************************
Na wczorajszy tłusty czwartek nic nie upiekłam, kupiłam gotowe amerykańskie pączki , sama koncentrując się na sprawach pilniejszych. Dzisiaj smażę faworki, które moje dzieciaki wprost uwielbiają. Piątek, przyjdą znajomi, znowu spędzimy kilka godzin na Gestapo...
Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś się tu nie zaczyna
o swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.
Wisława Szymborska (1923-2012).
**************************************************
Na wczorajszy tłusty czwartek nic nie upiekłam, kupiłam gotowe amerykańskie pączki , sama koncentrując się na sprawach pilniejszych. Dzisiaj smażę faworki, które moje dzieciaki wprost uwielbiają. Piątek, przyjdą znajomi, znowu spędzimy kilka godzin na Gestapo...
Subskrybuj:
Posty (Atom)