Przekopuję ogród.
Pielę, czyszczę, nawożę, sadzę, obsypuję, przenoszę, przewożę.
WYCINAM.
Wrażenie mam, że tak naprawdę to tylko wycinam.
Dom otoczony jest dębowym lasem. Te dęby, które w czasie lata dają nam upragniony cień i chłód tudzież niezwykłą prywatność, mają to do siebie, że co roku puszczają setki młodych, zielonych pędów. Wycinam zatem, żeby nie zarosnąć. Las z przodu domu jedynie, temu z tyłu dajemy na razie rosnąć prawie dziko. Ale z przodem walczymy. Płachty tkaniny ogrodowej, wywrotki wiórek , bliskie spotkania z sekatorem. I tak co roku. Walka z naturą, z nieokiełznanym żywiołem. Las co roku niemalże trzeba czyścić, usuwać zechłe drzewa, gałęzie, likwidować przerosty. Wygląda naturalnie a pochłania dziesiątki godzin pracy.
Idę już. Sekator w dłoń, komu w drogę temu czas :)