Latem mam zawsze czarne stopy.
Oprócz tych mrówek pod prysznicem, o których wspominałam tutaj, to również te moje czarne stopy są równoznaczne z tym, że wreszcie ciepło i letnio. Kilka dni temu leżałam sobie bardzo późnym wieczorem na brzuchu, już w sypialni, coś tam podczytywałam zamaszyście machając nogami. Wchodzi K i od drzwi już kręci z głową z dezaprobatą - "Ty chyba nie zamierzasz z TAKIMI stopami kłaść się do łóżka???" - a co , brzydkie? ;) - "czarne kochanie, czarne - co ty na bosaka po podwórzu latasz???".
Ano tak, tak właśnie robię. Kapci nienawidzę, używam jedynie w najbardziej mroźne dni zimy, zawsze po domu zasuwam w skarpetach, a jak już się cieplej zrobi, to nawet i skarpety idą w kąt. A jak się robi naprawdę ciepło, to i poza domem na bosaka latam, a to do skrzynki, a to śmieci wyrzucić, a to psa wystawić, a to pomidory podlać. Rozumiecie, nie? I pomimo iż podłogi w domu myte regularnie (hę, w miarę) to te stopy jakoś tak samoistnie się brudzą i oczyścić łatwo (przez pocieranie o czystą podłogę) się nie dają.
No i potem te okrzyki w sypialni. Że mam natychmiast pod prysznic, kopytka szorować :) No to mamy lato, panie sierżancie !
Dodam jeszcze tylko, że samotność długoweekendowa wpływa dobrze na czytelnictwo. Przewracam się z brzucha na plecy, zmieniam pokoje, popijam kawę i chardonnay czytając dwie książki na raz , w przerwach oglądając Midsomer Murders. A jak mi się już to wszystko znudzi, biegam po trawie. Na bosaka ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowo. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 25 maja 2014
sobota, 8 grudnia 2012
Dzielę się z Wami moją radością
Jest pewien temat, który świadomie omijam na tym blogu a który siedzi w mojej głowie cały czas.
I chyba właśnie przez to, że ciągle w myślach, że ciągły stres, ciągła niepewność, nie chciałam dzielić się tym tutaj. Chciałam od tego uciec. Ale dzisiaj dostaliśmy pierwszą dobrą wiadomość i, niczym za skinieniem czarodziejskiej różdżki , zasłona stresu opadła.
Ten temat to Starszy i jego aplikowanie na studia. Nie będę tutaj opowiadała, jak bardzo system tutejszy różni się od polskiego i dlaczego, itd...dostaliśmy dzisiaj wiadomość, że Starszy został przyjęty na California Institute of Technology czyli Caltech, jedną z najlepszych uczelni technicznych na świecie.
Cieszę się bardzo. To taka pierwsza oznaka z zewnątrz, że On jest naprawdę mądry, że nawet na papierze ktoś to zauważył.
Będzie jeszcze sporo dobrych, ale i sporo złych wiadomości. System przyjęć na studia w Stanach jest przedziwny. Ale pierwsze płoty mamy już za sobą. Piszę "my" bo ten projekt o nazwie "dzieci" to przecież projekt całej rodziny.
Na zakończenie dodam, że radość ta nie przysłania mi niczym stresu obcowania z dwoma nastolatkami. W chwili obecnej na dworze śnieżyca, a oni obydwoje w mieście stołecznym na zabawie popularnie zwanej "winters". Miasto stołeczne oddalone o 50 kilometrów, na drodze ślizgawka, że nie wspomnę innych niebezpieczeństw (alkohol, marycha, inne dragi, sex, no i co tam jeszcze moja schorowana wyobraźnia sobie przypomni).
Od jutra wracamy do tematów świątecznych...;)
A tutaj jeden z budynków Caltech w słonecznej Kaliforni...
I chyba właśnie przez to, że ciągle w myślach, że ciągły stres, ciągła niepewność, nie chciałam dzielić się tym tutaj. Chciałam od tego uciec. Ale dzisiaj dostaliśmy pierwszą dobrą wiadomość i, niczym za skinieniem czarodziejskiej różdżki , zasłona stresu opadła.
Ten temat to Starszy i jego aplikowanie na studia. Nie będę tutaj opowiadała, jak bardzo system tutejszy różni się od polskiego i dlaczego, itd...dostaliśmy dzisiaj wiadomość, że Starszy został przyjęty na California Institute of Technology czyli Caltech, jedną z najlepszych uczelni technicznych na świecie.
Cieszę się bardzo. To taka pierwsza oznaka z zewnątrz, że On jest naprawdę mądry, że nawet na papierze ktoś to zauważył.
Będzie jeszcze sporo dobrych, ale i sporo złych wiadomości. System przyjęć na studia w Stanach jest przedziwny. Ale pierwsze płoty mamy już za sobą. Piszę "my" bo ten projekt o nazwie "dzieci" to przecież projekt całej rodziny.
Na zakończenie dodam, że radość ta nie przysłania mi niczym stresu obcowania z dwoma nastolatkami. W chwili obecnej na dworze śnieżyca, a oni obydwoje w mieście stołecznym na zabawie popularnie zwanej "winters". Miasto stołeczne oddalone o 50 kilometrów, na drodze ślizgawka, że nie wspomnę innych niebezpieczeństw (alkohol, marycha, inne dragi, sex, no i co tam jeszcze moja schorowana wyobraźnia sobie przypomni).
Od jutra wracamy do tematów świątecznych...;)
A tutaj jeden z budynków Caltech w słonecznej Kaliforni...
czwartek, 6 grudnia 2012
Szaleństwa świątecznych dekoracji
Uwielbiam. Jak każdy zresztą, domniemam?
O dekorowaniu mowa. Szczególnie tym na Boże Narodzenie.
Mam w pobliżu ukochany sklep, do którego wpadam ile razy dopadnie mnie chandra, i zawsze wychodzę radośniejsza. Może kiedyś zdobędę się na odwagę i zapytam właścicielkę, czy kilka zdjęć mogę cyknąć, wtedy Wam pokarzę...W każdym bądź razie udałam się tam w poszukiwaniu mikołajkowych upominków. Znalazłam, jak zwykle zresztą, wspaniałe drobiazgi. O jednym rozpisałam się w poprzednim poście, teraz czas na drugi. Są to gwiazdki pokryte naturalnym mchem. Spodobała mi się ich naturalność (nie lubię plastiku), spodobała potencjalna wszechstronność.
Kupiłam sztuk pięć. Trzy z nich już powiesiłam nad sypialnianym lutrem.
Czyż nie są uniwersalne?
W okresie Bożego Narodzenia pachną świętami, szczególnie gdy na zieleninie w ściennym wazonie zawisną bąbki a wesołe światełka wpadają z zewnątrz w zaśnieżone dni. Latem będą mi przypominały rozgwiazdy - może je wtedy zawieszę w okolicy łazienki ;)
Teraz poszukuję jakiejś poduszki o tematyce świątecznej, dla zaakcentowania , najlepiej jednak aby nie była zbyt bożonarodzeniowa, ale zimowa w swojej wymowie. Utrzyma się wtedy na naszym łożu dłużej :)
Jeśli macie jakieś pomysły - podeślijcie proszę.
Tymczasem spadam, bo rosół kipi...
O dekorowaniu mowa. Szczególnie tym na Boże Narodzenie.
Mam w pobliżu ukochany sklep, do którego wpadam ile razy dopadnie mnie chandra, i zawsze wychodzę radośniejsza. Może kiedyś zdobędę się na odwagę i zapytam właścicielkę, czy kilka zdjęć mogę cyknąć, wtedy Wam pokarzę...W każdym bądź razie udałam się tam w poszukiwaniu mikołajkowych upominków. Znalazłam, jak zwykle zresztą, wspaniałe drobiazgi. O jednym rozpisałam się w poprzednim poście, teraz czas na drugi. Są to gwiazdki pokryte naturalnym mchem. Spodobała mi się ich naturalność (nie lubię plastiku), spodobała potencjalna wszechstronność.
Kupiłam sztuk pięć. Trzy z nich już powiesiłam nad sypialnianym lutrem.
Czyż nie są uniwersalne?
W okresie Bożego Narodzenia pachną świętami, szczególnie gdy na zieleninie w ściennym wazonie zawisną bąbki a wesołe światełka wpadają z zewnątrz w zaśnieżone dni. Latem będą mi przypominały rozgwiazdy - może je wtedy zawieszę w okolicy łazienki ;)
Teraz poszukuję jakiejś poduszki o tematyce świątecznej, dla zaakcentowania , najlepiej jednak aby nie była zbyt bożonarodzeniowa, ale zimowa w swojej wymowie. Utrzyma się wtedy na naszym łożu dłużej :)
Jeśli macie jakieś pomysły - podeślijcie proszę.
Tymczasem spadam, bo rosół kipi...
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Wcześnie rano kawa smakuje wyjątkowo
Dostałam dzisiaj od życia dzień wolny nie reglamentowany. Po ostatnim zapieprzu jest mi on potrzebny jak "ptakom lot podniebny". Planów mam na trzy dni z hakiem, ale na razie pozwalam tej magicznej, porannej chwili trwać jak najdłużej. Światełka na domu wpadają delikatną łuną do środka, jest poranek, brzask, a wrażenie spokoju jak wieczorem...i ta tytułowa kawa smakuje naprawdę wyśmienicie.
Miłego poniedziałku!
Miłego poniedziałku!
poniedziałek, 26 listopada 2012
Zbieram się
Aczkolwiek powoli mi to przychodzi...
Nie pisałam, ale zaglądałam do Was, także mniej więcej na bierząco jestem ;)
Wczoraj przeleciałam jak burza po domu zbierając pomarańczowe światełka - przyszedł czas zamiany dyni na gałązki świerku. Przy okazji zerkania na kilka wnętrzarskich blogów zobaczyłam jak ślicznie można dekorować gałązkami modrzewiu. Muszę ruszyć na poszukiwania.
Do wieczora :)
Nie pisałam, ale zaglądałam do Was, także mniej więcej na bierząco jestem ;)
Wczoraj przeleciałam jak burza po domu zbierając pomarańczowe światełka - przyszedł czas zamiany dyni na gałązki świerku. Przy okazji zerkania na kilka wnętrzarskich blogów zobaczyłam jak ślicznie można dekorować gałązkami modrzewiu. Muszę ruszyć na poszukiwania.
Do wieczora :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)







