Za pięć minut północ. Podjadam resztki kabanosa, jeszcze bez grzechu. Na kuchence leciutko pyrkocze czerwony barszcz, bolą mnie nieziemsko stopy od całodziennego wędrowania po kuchni. Goście śpią snem sprawiedliwych, ich dziarskie chrapanie świadczy o dobrze zasłużonym odpoczynku. Jutro znowu przed nimi pojedynek ze stokiem. A potem magiczna kolacja, kolędy, drzewko...
Życzę Wam wszystkim radosnych świąt Bożego Narodzenia.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 24 grudnia 2012
czwartek, 20 grudnia 2012
Boże Narodzenie 2012 - odsłona czwarta czyli kocham ten czas!
Tak, kocham! Mimo iż roboty huk a po chorobie czuję się taka, troszkę jak na dragach ;)
Jest wspaniale. Flaki ugotowane i pokrojone, nóżki nastawione, rosoły się pichcą, kapusta na bigos dokisza się, mleko na ser ścina się, wokól bałagan nieziemski - wiecie jak to jest gdy się sprząta i gotuje - a mi i tak jest super. Kocham ten czas przygotowań!
Na zaprzyjaźnionych blogach mnóstwo fantastycznych pomysłow - a to rolada schabowa (Lepszy Smak), a to ryba po grecku (Życie od kuchni) - wszystko śliczne i dietetyczne, chyba się jeszcze dzisiaj skuszę na obie pozycje!
Czas przygotowań do świąt jest darem. Wykorzystajmy go! Nie dajmy się ponieść nerwicom i nie przygniećmy się ciężarem własnych oczekiwań. Cieszmy się! (mam ochote zakrzyknąć Alleluja, ale wiem, to nie te święta ;).
Jest wspaniale. Flaki ugotowane i pokrojone, nóżki nastawione, rosoły się pichcą, kapusta na bigos dokisza się, mleko na ser ścina się, wokól bałagan nieziemski - wiecie jak to jest gdy się sprząta i gotuje - a mi i tak jest super. Kocham ten czas przygotowań!
Na zaprzyjaźnionych blogach mnóstwo fantastycznych pomysłow - a to rolada schabowa (Lepszy Smak), a to ryba po grecku (Życie od kuchni) - wszystko śliczne i dietetyczne, chyba się jeszcze dzisiaj skuszę na obie pozycje!
Czas przygotowań do świąt jest darem. Wykorzystajmy go! Nie dajmy się ponieść nerwicom i nie przygniećmy się ciężarem własnych oczekiwań. Cieszmy się! (mam ochote zakrzyknąć Alleluja, ale wiem, to nie te święta ;).
wtorek, 11 grudnia 2012
Małe co nieco a cieszy :)
W moim ulubionym sklepie znalazłam takie cudeńko:
Miniaturka starych łyżew, zupełnie jak prawdziwe, z brązowej skóry, tylko maciupkie, jak dla lalki.
Jeszcze nie wiem gdzie umieszczę, na teraz zawisły jako ozdoba wieńca przy wejściu do domu...
Miniaturka starych łyżew, zupełnie jak prawdziwe, z brązowej skóry, tylko maciupkie, jak dla lalki.
Jeszcze nie wiem gdzie umieszczę, na teraz zawisły jako ozdoba wieńca przy wejściu do domu...
czwartek, 6 grudnia 2012
Szaleństwa świątecznych dekoracji
Uwielbiam. Jak każdy zresztą, domniemam?
O dekorowaniu mowa. Szczególnie tym na Boże Narodzenie.
Mam w pobliżu ukochany sklep, do którego wpadam ile razy dopadnie mnie chandra, i zawsze wychodzę radośniejsza. Może kiedyś zdobędę się na odwagę i zapytam właścicielkę, czy kilka zdjęć mogę cyknąć, wtedy Wam pokarzę...W każdym bądź razie udałam się tam w poszukiwaniu mikołajkowych upominków. Znalazłam, jak zwykle zresztą, wspaniałe drobiazgi. O jednym rozpisałam się w poprzednim poście, teraz czas na drugi. Są to gwiazdki pokryte naturalnym mchem. Spodobała mi się ich naturalność (nie lubię plastiku), spodobała potencjalna wszechstronność.
Kupiłam sztuk pięć. Trzy z nich już powiesiłam nad sypialnianym lutrem.
Czyż nie są uniwersalne?
W okresie Bożego Narodzenia pachną świętami, szczególnie gdy na zieleninie w ściennym wazonie zawisną bąbki a wesołe światełka wpadają z zewnątrz w zaśnieżone dni. Latem będą mi przypominały rozgwiazdy - może je wtedy zawieszę w okolicy łazienki ;)
Teraz poszukuję jakiejś poduszki o tematyce świątecznej, dla zaakcentowania , najlepiej jednak aby nie była zbyt bożonarodzeniowa, ale zimowa w swojej wymowie. Utrzyma się wtedy na naszym łożu dłużej :)
Jeśli macie jakieś pomysły - podeślijcie proszę.
Tymczasem spadam, bo rosół kipi...
O dekorowaniu mowa. Szczególnie tym na Boże Narodzenie.
Mam w pobliżu ukochany sklep, do którego wpadam ile razy dopadnie mnie chandra, i zawsze wychodzę radośniejsza. Może kiedyś zdobędę się na odwagę i zapytam właścicielkę, czy kilka zdjęć mogę cyknąć, wtedy Wam pokarzę...W każdym bądź razie udałam się tam w poszukiwaniu mikołajkowych upominków. Znalazłam, jak zwykle zresztą, wspaniałe drobiazgi. O jednym rozpisałam się w poprzednim poście, teraz czas na drugi. Są to gwiazdki pokryte naturalnym mchem. Spodobała mi się ich naturalność (nie lubię plastiku), spodobała potencjalna wszechstronność.
Kupiłam sztuk pięć. Trzy z nich już powiesiłam nad sypialnianym lutrem.
Czyż nie są uniwersalne?
W okresie Bożego Narodzenia pachną świętami, szczególnie gdy na zieleninie w ściennym wazonie zawisną bąbki a wesołe światełka wpadają z zewnątrz w zaśnieżone dni. Latem będą mi przypominały rozgwiazdy - może je wtedy zawieszę w okolicy łazienki ;)
Teraz poszukuję jakiejś poduszki o tematyce świątecznej, dla zaakcentowania , najlepiej jednak aby nie była zbyt bożonarodzeniowa, ale zimowa w swojej wymowie. Utrzyma się wtedy na naszym łożu dłużej :)
Jeśli macie jakieś pomysły - podeślijcie proszę.
Tymczasem spadam, bo rosół kipi...
Boże Narodzenie 2012 - odsłona trzecia, czyli Mikołajki !
Do nas tradycyjnie wpada zabierając listy z życzeniami pozostawione w butach i przy oazji, jak już jest, zostawia tam jakieś drobiazgi. Kiedyś były to słodycze, w miarę jak towarzystwo podrosło słodycze zamieniły się w bardziej użyteczne drobiazgi.
Tutaj święty zatrzymał się w mojej sypialni na lampkę wina, zanim powrzucał upominki do butów czekających przy drzwiach. Rozpakowany prezent dostałam ja. Prawda, że śliczny!
Tutaj macie zbliżenie z dzisiejszego poranka
Oh, kochany Mikołaj wie, co tygryski lubią najbardziej!
Dzisiaj przede mną typowy, przedświąteczny dzień :) Poczta, bo pierwsza świąteczna paczka już zapakowana, muszę zorganizować wyprawę do piwnicy i zacząć wreszcie przynosić świąteczne dekoracje, ta kapusta też się sama nie zakisi, także zawijam rękawy i do roboty...milego dnia !
Tutaj święty zatrzymał się w mojej sypialni na lampkę wina, zanim powrzucał upominki do butów czekających przy drzwiach. Rozpakowany prezent dostałam ja. Prawda, że śliczny!
Tutaj macie zbliżenie z dzisiejszego poranka
Oh, kochany Mikołaj wie, co tygryski lubią najbardziej!
Dzisiaj przede mną typowy, przedświąteczny dzień :) Poczta, bo pierwsza świąteczna paczka już zapakowana, muszę zorganizować wyprawę do piwnicy i zacząć wreszcie przynosić świąteczne dekoracje, ta kapusta też się sama nie zakisi, także zawijam rękawy i do roboty...milego dnia !
niedziela, 2 grudnia 2012
Boże Narodzenie 2012 - odsłona druga
Nie będę Wam pisała, że leci jak szalony, bo sami wiecie.
Staram się zapobiec jakoś temu szaleństwu, ale ciężko, ciężko...
Piątkowym wieczorem Młodsza zorganizowała wyjście na szkocki wieczór w Filharmonii - zwolniło na jakieś dwie godziny, nie powiem, ale już kiedy późną nocą wracałyśmy do domu, nagle przypomniała sobie, że może jeszcze zdążymy odebrać jej karnet narciarski, że właśnie trwa jakiś tam festyn i jeśli się pośpieszymy to nie trzeba będzie po kawałek papieru i zdjęcie wjeżdżać na górę. No i tym samym tymczasowe spowolnienie trafił szlag. Nacisnęłam na gaz.
W domu pobojowisko. Nie wiem czemu, ale szlag mnie trafia kiedy nie potrafię okiełznać domowych porządków. Może dlatego, że czuję wtedy w jakiś idiotycznie kretyński sposób swoją przegraną? Przegraną z psimi kłakami zwijającymi się w delikatne kłęby po kątach. Wszechświat zasuwa ostro do przodu kiedy jestem wkurzona. Całe szczęście w sobotę przyszła pani Jola i po wspólnym bieganiu ze szczotkami i odkurzaczami wrócił błogi spokój . Zwolniło...
Pogoda pochmurna, idzie deszcz ze śniegiem. Korzystając z resztek dnia przyczepiliśmy wieńce na okna. Pięć okien, pięć wieńców. Od razu bardziej świątecznie się zrobiło.
W oknach niektórych sąsiadów błyskają już choinki...
Staram się zapobiec jakoś temu szaleństwu, ale ciężko, ciężko...
Piątkowym wieczorem Młodsza zorganizowała wyjście na szkocki wieczór w Filharmonii - zwolniło na jakieś dwie godziny, nie powiem, ale już kiedy późną nocą wracałyśmy do domu, nagle przypomniała sobie, że może jeszcze zdążymy odebrać jej karnet narciarski, że właśnie trwa jakiś tam festyn i jeśli się pośpieszymy to nie trzeba będzie po kawałek papieru i zdjęcie wjeżdżać na górę. No i tym samym tymczasowe spowolnienie trafił szlag. Nacisnęłam na gaz.
W domu pobojowisko. Nie wiem czemu, ale szlag mnie trafia kiedy nie potrafię okiełznać domowych porządków. Może dlatego, że czuję wtedy w jakiś idiotycznie kretyński sposób swoją przegraną? Przegraną z psimi kłakami zwijającymi się w delikatne kłęby po kątach. Wszechświat zasuwa ostro do przodu kiedy jestem wkurzona. Całe szczęście w sobotę przyszła pani Jola i po wspólnym bieganiu ze szczotkami i odkurzaczami wrócił błogi spokój . Zwolniło...
Pogoda pochmurna, idzie deszcz ze śniegiem. Korzystając z resztek dnia przyczepiliśmy wieńce na okna. Pięć okien, pięć wieńców. Od razu bardziej świątecznie się zrobiło.
W oknach niektórych sąsiadów błyskają już choinki...
wtorek, 27 listopada 2012
Boże Narodzenie 2012 - odsłona pierwsza
O tym, że w Stanach święta zaczynają się w listopadzie wie każdy, nawet taki co mało wie.
W tym roku Thanksgiving Thursday przypadł tak wcześnie, że dał spragnionym handlowcom i nie mniej spragnionym wydawania forsy tłumom prawie o tydzień więcej !
Szaleństwo przedświątecznych zakupów zaczyna się tradycyjnie w piątek po święcie Dziękczynienia (czyli po dniu indyka) czyli w Black Friday. Tyle, że od zeszłego roku ten piątek zaczyna się już w czwartek (wiem, absurd, tylko amerykanie mogą coś takiego wymyśleć). Wiele lat temu odkryliśmy uroki wstawania o czwartej rano i stania w kolejce przed sklepem w oczekiwaniu na otwarcie i z wielką nadzieją, że coś nam się uda złapać. Jedyne wytłumaczenie jakie mam na swoją obronę to fakt, że dorastałam w PRL-u i za butami musiałam kiedyś stać cały dzień (że nie wspomnę jazdy pierwszym dziennym autobusem i wystawania w kolejce do komercyjnego, tylko po to aby tuż przed otwarciem (czyli o jakiejś dziesiątej) być zastąpionym przez własną rodzicielkę - bo o ile krakowską od polędwicy potrafiłam odróżnić, to wybranie ładnej łopatki przechodziło moje ówczesne możliwości i dlatego pani matka przyjeżdżała z odsieczą).
Teraz nie jestem już młodą mężatką poszukującą telewizora, dywanu czy deski do prasowania. Teraz jestem po czterdziestce i uwielbiam poranne spanie. Ale moja Młodsza uwzięła się i wyciągnęła na te koszmarne zakupy. Wróciłyśmy z kilkoma upolowanymi tobołkami, z którego najbardziej chyba mnie cieszy to:
To crockpot, czyli slow cooker, czyli naczynie do powolnego gotowania w niskiej temperaturze.
Dotychczas miałam jedynie model dużo mniejszy, służy nam wiernie do gotowania prawdziwej owsianki.
W ten model to ja niemalże indyka zmieszczę ;)
Rozpoczęłam od dania pachnącego świętami, czyli od wieprzowiny w sosie z ananasa i żurawin, przyprawionej gożdzikami i gałką muszkatułową...czujecie już ten zapach?
Z ostatniej chwili:
Danie wyszło naprawdę wspaniałe, smakowało wszystkim. Robi się tak:
1.5 - 2 kg, kawałek wieprzowiny bez kości natrzeć dokładnie solą, pieprzem i suchym czosnkiem.
Włożyć do garnca . W osobnej sporej misce wymieszać puszkę podziabanego ananasa wraz z sokiem, puszkę sosu z żurawin, ale takiego co to ma ciągle całe żurawiny, 1/4 łyżeczki rozdrobnionych w moździerzu gożdzików, 1/4 łyżeczki gałki muszkatułowej, 1/2 łyżeczki soli. Wymieszać dokładnie, wlać do garnca tak aby pokryło (lub prawie pokryło, jak u mnie) mięso i nastawić na opcję "low" czyli o najniższej temperaturze na 7 i pól godziny! Najlepiej wstawić rano przed wyjściem do pracy a po powrocie będzie na nas obiad czekał. Jeszcze tylko jakaś szybka sałata i wszyscy będą usatysfakcjonowani :)
W tym roku Thanksgiving Thursday przypadł tak wcześnie, że dał spragnionym handlowcom i nie mniej spragnionym wydawania forsy tłumom prawie o tydzień więcej !
Szaleństwo przedświątecznych zakupów zaczyna się tradycyjnie w piątek po święcie Dziękczynienia (czyli po dniu indyka) czyli w Black Friday. Tyle, że od zeszłego roku ten piątek zaczyna się już w czwartek (wiem, absurd, tylko amerykanie mogą coś takiego wymyśleć). Wiele lat temu odkryliśmy uroki wstawania o czwartej rano i stania w kolejce przed sklepem w oczekiwaniu na otwarcie i z wielką nadzieją, że coś nam się uda złapać. Jedyne wytłumaczenie jakie mam na swoją obronę to fakt, że dorastałam w PRL-u i za butami musiałam kiedyś stać cały dzień (że nie wspomnę jazdy pierwszym dziennym autobusem i wystawania w kolejce do komercyjnego, tylko po to aby tuż przed otwarciem (czyli o jakiejś dziesiątej) być zastąpionym przez własną rodzicielkę - bo o ile krakowską od polędwicy potrafiłam odróżnić, to wybranie ładnej łopatki przechodziło moje ówczesne możliwości i dlatego pani matka przyjeżdżała z odsieczą).
Teraz nie jestem już młodą mężatką poszukującą telewizora, dywanu czy deski do prasowania. Teraz jestem po czterdziestce i uwielbiam poranne spanie. Ale moja Młodsza uwzięła się i wyciągnęła na te koszmarne zakupy. Wróciłyśmy z kilkoma upolowanymi tobołkami, z którego najbardziej chyba mnie cieszy to:
To crockpot, czyli slow cooker, czyli naczynie do powolnego gotowania w niskiej temperaturze.
Dotychczas miałam jedynie model dużo mniejszy, służy nam wiernie do gotowania prawdziwej owsianki.
W ten model to ja niemalże indyka zmieszczę ;)
Rozpoczęłam od dania pachnącego świętami, czyli od wieprzowiny w sosie z ananasa i żurawin, przyprawionej gożdzikami i gałką muszkatułową...czujecie już ten zapach?
Z ostatniej chwili:
Danie wyszło naprawdę wspaniałe, smakowało wszystkim. Robi się tak:
1.5 - 2 kg, kawałek wieprzowiny bez kości natrzeć dokładnie solą, pieprzem i suchym czosnkiem.
Włożyć do garnca . W osobnej sporej misce wymieszać puszkę podziabanego ananasa wraz z sokiem, puszkę sosu z żurawin, ale takiego co to ma ciągle całe żurawiny, 1/4 łyżeczki rozdrobnionych w moździerzu gożdzików, 1/4 łyżeczki gałki muszkatułowej, 1/2 łyżeczki soli. Wymieszać dokładnie, wlać do garnca tak aby pokryło (lub prawie pokryło, jak u mnie) mięso i nastawić na opcję "low" czyli o najniższej temperaturze na 7 i pól godziny! Najlepiej wstawić rano przed wyjściem do pracy a po powrocie będzie na nas obiad czekał. Jeszcze tylko jakaś szybka sałata i wszyscy będą usatysfakcjonowani :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)













