Zazwyczaj mam problem kiedy polscy pisarze udają zagranicznych, tzn. kiedy zarówno bohaterowie jak i miejsce akcji z Polską nie mają nic wspólnego. Taka chimeryczna jestem . Powodów brak.
U Saszy Hady nie razi mnie to wcale, wręcz przeciwnie, niejako przyciąga. Trup z Nottingham, jej druga książka z cyklu o detektywie Bendelin, napisana jest tak, jakby wyszła spod pióra flegmatycznego brytyjczyka. Akcja dzieje się w tytułowym mieście, w agencji wydawniczej. Jest trup, potem drugi, potem jeszcze jeden, są sceny przyprawiające o przyspieszone bicie serca, ale całość opowiadania snuje się nieśpiesznie, niejako mgliście, flegmatycznie właśnie. Napięcie może siegać zenitu, ale kiedy przychodzi five o'clock to i tak mamy wstrzymanie akcji , herbatkę, czas na relaks i złapanie oddechu. I nie odbierzcie mnie źle - to wcale nie czyni książki mniej interesującą, wręcz przeciwnie, nadaje jej pewnej autentyczności, sprowadza nas na ziemię, przypomina gdzie jesteśmy. Trupa czyta się lekko, przywołuje on w pamięci stare, dobre opowiadania Agaty Christie. Nie znam życiorysu Saszy Hady (aka Aleksandra Motyka), nie wiem czy część swojego życia spędziła na Wyspach, ale klimat miejsca i ludzi oddaje bardzo , bardzo dobrze.
Polecam do letniego czytania. Nic tak nie relaksuje jak dobry kryminał.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 maja 2014
wtorek, 18 września 2012
Oczami Miłoszewskiego czyli oczami mężczyzny
Gdyby nie pewna Kasia zamieszkująca w Irlandii nigdy bym nie wpadła na trop Zygmunta Miłoszewskiego. Bo kryminałów w polskich księgarniach nie wypatruję i do tej pory naprawdę niewiele ich przeczytałam. Inaczej sprawa ma się jeśli chodzi o kryminały pisane po angielsku - tutaj znawcą może nie jestem, ale zarówno Agatę Christie czy Artura Conan Doyle podczytywałam a ostatnio nawet i trylogię Millenium zaliczyłam (chociaż to oczywiście tłumaczenie).
Kaśka bardzo zachwalała, to spróbowałam, kupując od razu dwie dostępne przygody prokuratora Szackiego. Na pierwszy ogień poszło "Uwikłanie" i...wpadłam jak przysłowiowa śliwka w kompot.
Absolutnie fantastyczne czytadło, wciągające, trzymające w napięciu i chroniące tajemnicy kto zabił do samego końca. Fakt, że akcja toczy się w mojej rodzinnej Warszawie sprawił, iż dobrze znałam obiekty i miejsce, ulice i kawiarnie mogłam sobie wyobrazić, cała atmosfera powieści była mi przez to jakoś bliższa. Miłoszewski bardzo sprytnie prowadzi akcję, zapędzając nas raz po raz w ślepe zaułki, odsłaniając powoli rąbki tajemnicy ale my i tak rozwiązania się nie domyślamy aż do samego końca. Ale nie to w tej książce podobało mi się najbardziej. Co urzekło mnie niesamowicie to bardzo wyraźnie opisane męskie spojrzenie na świat, na rzeczywistość. Męskie określenie zmęczenia, miłości, porządania, znudzenia, podirytowania, zaciekawienia, głodu. On to tak potrafił napisać, że pomimo iż wiele z tych odczuć (lub może nawet wszystkie) były mi zupełnie obce, czułam się jak rasowy mężczyzna i jego oczyma rejestrowałam świat. Zupełnie mi dotąd nieznane, fantastyczne odczucie.
Dlatego nie mogę pogodzić się z faktem, że w wersji filmowej tak bardzo książkę zmieniono i o ile jeszcze mogę wybaczyć podmienienie Warszawy na Kraków, o tyle uczynienie z Szackiego Szackiej wydaje mi się zbrodnią dla tego fantastycznego dzieła.
"Ziarno prawdy", część druga zamierzonej trylogii o prokuratorze, dzieje się w Sandomierzu. Ten to już niestety znam tylko z filmu o dzielnym księdzu tropiącym zagadki kryminalne, ale Miłoszewski znowu opisuje wszystko tak bardzo plastycznie, realnie, że nie miałam problemu poczuć się ponownie "na miejscu". Nie będę zdradzała dlaczego Sandomierz, poczytajcie sami. I znowu tutaj spotykamy tak umiejętnie opisane odczuwanie mężczyzny, że aż gęsia skórka na karku się pojawia. W "Ziarnie prawdy" Miłoszewski rozprawia się też niejako z pewnym absurdalnym, polskim zabobonem, i chwała mu za to, że tak otwarcie i bezlitośnie potrafi o tym mówić.
Część trzecia ma nas ponoć przenieść do Olsztyna. Nie mam pojęcia kiedy się ukaże, ale czekam z niecierpliwością.
Skoro tak bardzo spodobały mi się kryminały Zygmunta Miłoszewskiego, postanowiłam sięgnąć po jego bodajże debiut literacki, powieść grozy "Domofon". Znowu mnie wciągnęło, do tego stopnia, że zło o którym w tym tomie dużo, wylazło ze mnie w postaci niekontrolowanego wybuchu na bogu ducha winnego Starszego. Nie wiem, czy to dobra reklama tej książki ;) Rzecz ponownie dzieje się w W-wie, na Bródnie, niby współcześnie ale przeplatają się też wątki sprzed lat. I znowu tak umiejętnie napisane, że pewnych rzeczy nie domyślałam się wcale, mimo iż wszystko miałam niby wyłożone i pokazane. Polecam.
Kaśka bardzo zachwalała, to spróbowałam, kupując od razu dwie dostępne przygody prokuratora Szackiego. Na pierwszy ogień poszło "Uwikłanie" i...wpadłam jak przysłowiowa śliwka w kompot.
Absolutnie fantastyczne czytadło, wciągające, trzymające w napięciu i chroniące tajemnicy kto zabił do samego końca. Fakt, że akcja toczy się w mojej rodzinnej Warszawie sprawił, iż dobrze znałam obiekty i miejsce, ulice i kawiarnie mogłam sobie wyobrazić, cała atmosfera powieści była mi przez to jakoś bliższa. Miłoszewski bardzo sprytnie prowadzi akcję, zapędzając nas raz po raz w ślepe zaułki, odsłaniając powoli rąbki tajemnicy ale my i tak rozwiązania się nie domyślamy aż do samego końca. Ale nie to w tej książce podobało mi się najbardziej. Co urzekło mnie niesamowicie to bardzo wyraźnie opisane męskie spojrzenie na świat, na rzeczywistość. Męskie określenie zmęczenia, miłości, porządania, znudzenia, podirytowania, zaciekawienia, głodu. On to tak potrafił napisać, że pomimo iż wiele z tych odczuć (lub może nawet wszystkie) były mi zupełnie obce, czułam się jak rasowy mężczyzna i jego oczyma rejestrowałam świat. Zupełnie mi dotąd nieznane, fantastyczne odczucie.
Dlatego nie mogę pogodzić się z faktem, że w wersji filmowej tak bardzo książkę zmieniono i o ile jeszcze mogę wybaczyć podmienienie Warszawy na Kraków, o tyle uczynienie z Szackiego Szackiej wydaje mi się zbrodnią dla tego fantastycznego dzieła.
"Ziarno prawdy", część druga zamierzonej trylogii o prokuratorze, dzieje się w Sandomierzu. Ten to już niestety znam tylko z filmu o dzielnym księdzu tropiącym zagadki kryminalne, ale Miłoszewski znowu opisuje wszystko tak bardzo plastycznie, realnie, że nie miałam problemu poczuć się ponownie "na miejscu". Nie będę zdradzała dlaczego Sandomierz, poczytajcie sami. I znowu tutaj spotykamy tak umiejętnie opisane odczuwanie mężczyzny, że aż gęsia skórka na karku się pojawia. W "Ziarnie prawdy" Miłoszewski rozprawia się też niejako z pewnym absurdalnym, polskim zabobonem, i chwała mu za to, że tak otwarcie i bezlitośnie potrafi o tym mówić.
Część trzecia ma nas ponoć przenieść do Olsztyna. Nie mam pojęcia kiedy się ukaże, ale czekam z niecierpliwością.
Skoro tak bardzo spodobały mi się kryminały Zygmunta Miłoszewskiego, postanowiłam sięgnąć po jego bodajże debiut literacki, powieść grozy "Domofon". Znowu mnie wciągnęło, do tego stopnia, że zło o którym w tym tomie dużo, wylazło ze mnie w postaci niekontrolowanego wybuchu na bogu ducha winnego Starszego. Nie wiem, czy to dobra reklama tej książki ;) Rzecz ponownie dzieje się w W-wie, na Bródnie, niby współcześnie ale przeplatają się też wątki sprzed lat. I znowu tak umiejętnie napisane, że pewnych rzeczy nie domyślałam się wcale, mimo iż wszystko miałam niby wyłożone i pokazane. Polecam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)